
Czas raz na zawsze rozprawić się z marzeniami! Przecież one się nie spełniają. Same na pewno nie, ale jest na nie sposób. W swoim felietonie Julia Chłopicka opowiada, co zrobiła, by zrealizować jedno z nich. Zapraszamy do kolejnego odcinka cyklu „Moc pisania – od autora dla czytelnika. Rozsiądź się wygodnie!
Masz marzenia? Marzenia się nie spełniają. Porzuć je. Zamień je na plany.
Nie warto mieć marzeń
Brzmi brutalnie? Oczywiście. Ale zostań ze mną na chwilę. Od zawsze słuchałam o czyichś marzeniach. Potem słuchałam, że powinnam sama wierzyć swoje marzenia, jak w tekście piosenki dla dzieci Majki Jeżowskiej:
„Marzenia się spełniają Tylko stale, stale myśl o nich myśl Wszystko, co tylko chcesz Może się zdarzyć dziś! Marzenia się spełniają Tylko mocno, mocno, mocno w nie wierz. Ściskaj kciuki, co sił, oczy zamknij też”
Bardzo długo nawet w to wierzyłam i miałam nadzieję, że samą „wiarą” moje marzenia się spełnią. Gdy jednak wielkie marzenia się nie spełniały i było mi przykro, przyszedł czas na „dobre rady” innych: „nie spełniają się, bo musisz mieć przyziemne marzenia”. To już zmieniło postać rzeczy, ale czym się różnią wielkie marzenia, od zwykłych marzeń i w końcu, od przyziemnych marzeń?
Brutalna prawda jest taka, że żadne marzenia się nie spełniają, ot tak. Przez to bardzo często są stają się źródłem frustracji. Dlatego mam inną dobrą radę:
Porzuć marzenia. Miej plany.
Kiedy mówimy: „Moim marzeniem jest napisać książkę”, „Moim marzeniem jest podróż do…”, to brzmi pięknie. Ale dopóki nie zamienimy tego w zdanie: „Codziennie napiszę jedną stronę”, „Zacznę odkładać pieniądze na wyjazd” nic się nie wydarzy. Książka sama się nie napisze, a podróż sama się nie przygotuje.
Warto mieć plany, i realizować je swoim tempie, bez presji. Realizacja planów wiąże się z wytrwałością dążenia do celu, ale jeżeli swoje wielkie marzenie przekujemy w plan, stają się one bardziej realne. Trochę ciężkiej pracy oraz zaangażowania i gotowe!
Każdy ma swoje tempo
Największą pułapką marzeń jest presja. Skoro marzę, to powinnam już być o krok dalej. Skoro inni potrafią szybciej, to ze mną coś jest nie tak.
Nieprawda. Pośpiech może być mylony ze słomianym zapałem.
Plan ma jedną ogromną przewagę. Można dopasować go do siebie. Do swojego życia, możliwości, chęci i energii. Nie trzeba pisać książki w trzy miesiące. Można pisać ją nawet kilka lat. Ważne, że stopniowo i ciągle strona po stronie. A planu podróży nie trzeba realizować w najbliższy weekend. Stopniowe odkładanie nawet drobnych sum, lecz regularnie, z czasem dadzą określoną kwotę przeznaczoną na wyjazd. Warto też dowiedzieć się o miejscu tego i owego, żeby cały czas zaostrzać sobie apetyt i przeżyć swoją „wymarzoną” podróż życia.
Moim zdaniem najważniejsza nie jest wielka wizja, tylko powtarzalność. Tak samo jak tempo nie jest wyznacznikiem wartości, lecz wytrwałość do celu. Wszystko spoczywa w naszych rękach. Wszystko zależy od nas. I właśnie, dlatego nie warto mieć marzeń. Warto mieć plany.
W taki oto sposób, ja spełniam swoje plany i marzenia
Przed tobą pierwsza część trylogii: „Przeznaczenie bogów”
Anna przyjeżdża do malowniczej norweskiej wioski u podnóża gór Jotunheimen, by pomóc przyjacielowi zbadać tajemniczy artefakt. Początkowo wygląda to na fascynujące odkrycie archeologiczne. Ale szybko okazuje się, że to coś więcej. Zaginięcie księżyca i słońca. Pojawienie się Fenrira. Niepokojące wizje. Wszystko wskazuje na zbliżający się Ragnarok. Mity, które Anna znała tylko z książek, okazują się przerażająco realne. Pradawne sekrety nie chcą być ujawnione. A nordyccy bogowie nie wybaczają wtargnięcia w ich świat.
Czy Anna zdoła powstrzymać koniec świata? Czy może niektóre przeznaczenia po prostu muszą się spełnić?
Julia Chłopicka – polska autorka fascynująca się kulturą i mitologią nordycką. „Przeznaczenie bogów” to jej debiutancka powieść, która udowadnia, że polska literatura fantasy może być równie wciągająca, co zagraniczne bestsellery. Autorka mieszka w Polsce, ale jej serce bije dla surowego piękna Skandynawii.






