Szukaj odpowiedzi w felietonie Michała Remiszewskiego
Z hejtem spotykamy się niemalże na każdym kroku. W social mediach, na forach, ale i w szkole lub pracy. W Internecie jednak jest od nasilony ze względu na anonimowość. Frustracja ludzi piszących niepochlebne komentarze bywa ogromna. Ośmieszanie, wytykanie i obrażanie przybierają wielkie rozmiary i choć jest to karalne, ludzie nie potrafią się powstrzymywać. Michał Remiszewski, autor „Wielorakiej emergencji”, doktorant neuronauki poznawczej w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, dokonuje analizy zjawiska hejtu. Zachęcamy do przeczytania felietonu „Dlaczego ludzie się hejtują” w ramach cyklu „Moc pisania – od autora dla czytelnika”.
Dlaczego ludzie się hejtują?
Przez ewolucję.
Pewnego dnia na parkingu Ikei byłem świadkiem fascynującej sytuacji. Pewien młody mężczyzna z szatynową brodą o przyjemnym wyrazie twarzy stał przy swoim samochodzie i pakował zakupy. Miał trudności z ułożeniem ich w bagażniku, ale powoli wychodził na prostą – trzecia próba wyglądała na tę ostatnią. Tuż za nim rozpościerał się chodnik, którym podążał inny mężczyzna – blondyn z wąsami, również przyjemny z twarzy – prowadzący wózek sklepowy. Tak się złożyło, że blondyn zagapił się nieco i prawe przednie kółko jego wózka spadło z krawężnika. Wózek przechylił się, a jako że znajdowało się w nim kilka dużych pudeł, dwa z nich wypadły i uderzyły w asfalt. W efekcie uderzenia jedno z pudeł odbiło się od nogi pakującego zakupy brodacza – dość mocno, bo mężczyzna zachwiał się i syknął z bólu.
– Cholera! – krzyknął odruchowo blondyn, starając się wciągnąć cały wózek z powrotem na chodnik. Brodacz natomiast spojrzał najpierw na blondyna, a potem na pudło. Następnie uśmiechnął się, chwycił pudło i wstawił je ponownie do wózka, który stał już bezpiecznie na chodniku.
– Bardzo przepraszam – powiedział blondyn, schylając się po drugie z niesfornych pudeł. – Dobrze, że nie uderzyło w samochód.
– Nie szkodzi, nie szkodzi – odparł brodacz, cały czas się uśmiechając. – Miejmy nadzieję, że się nie uszkodził – dodał, wskazując na zdjęcie odkurzacza, znajdujące się na jednym z opakowań.
– Chyba przekonam się w domu… Przepraszam jeszcze raz. I dzięki za pomoc!
– Nie ma sprawy. – Brodacz kiwnięciem pożegnał się z blondynem. Pomasował się po nodze, a potem dokończył pakowanie i wsiadł do samochodu. Czekał na swoją partnerkę, która dołączyła do niego po kilku minutach. Zadźwięczał silnik i mężczyzna powoli wyjechał z miejsca parkingowego. Niestety niemal od razu musiał się zatrzymać. Zatrąbił przeciągle. Tak się złożyło, że na drodze parkingowej stała Mazda z przyciemnianymi szybami. Kierowca Mazdy najwyraźniej na kogoś czekał w miejscu, które akurat utrudniało przejazd. Słysząc klakson odjechał nieco, wciąż jednak niefortunnie blokował drogę. Brodacz zaczął wymijać Mazdę, ale zatrzymał się na chwilę, gdy się z nią zrównał i otworzył okno.
– Gdzie stoisz?! – wykrzyknął, a potem powtórzył: – No gdzie stoisz?!
Nie było reakcji, więc popukał się w czoło, pokręcił nienawistnie głową i pojechał dalej, ruszając tak gwałtownie, że jego opony zapiszczały.
Brodacz nie mógł tego wiedzieć, ale Mazda z przyciemnianymi szybami należała do blondyna, któremu z koszyka wypadły pudła. Sam widziałem, gdy blondyn wsiadał do swojego samochodu kilka chwil wcześniej. Nieco zabawne, prawda?
Ta sytuacja pokazuje, w jak żałosny sposób jesteśmy niewolnikami naszych przystosowań ewolucyjnych. Dlaczego brodacz nie zdenerwował się ani odrobinę w momencie, gdy ktoś popełnił błąd na chodniku doprowadzając do upadku pudeł, ale już gdy ktoś przeszkodził mu na drodze, zaczął wrzeszczeć? Powiecie, że inna ranga błędu – na drodze jest o wiele niebezpieczniej. Cóż… chcielibyście.
ROAD RAGE
Road rage to inkarnacja hejtu, która znana była na długo przed pojawieniem się internetu i mediów społecznościowych. Zarówno road rage, jak i hejt łączy kilka cech: na przykład w obu tych sytuacjach nie stajemy sam na sam z przeciwnikiem – oddziela nas blacha samochodu lub ekran komputera. W dodatku w obu sytuacjach uważamy się za lepszych. Na przykład 80% kierowców twierdzi, że ich zdolności prowadzenia pojazdów są ponadprzeciętne, (co, jak łatwo zauważyć, jest paradoksalne). Hejt internetowy z kolei opiera się na ogólnie pojętej krytyce innych. Przykładowo, hejterzy mogą twierdzić, że w dziedzinie, w której się wypowiadają, mają lepszą wiedzę lub nie popełniliby danego błędu (nie ubraliby się w taki idiotyczny sposób, nie zrobiliby sobie takiego idiotycznego zdjęcia, czy nie popełniliby takiego idiotycznego błędu merytorycznego). Co więcej, w obu sytuacjach agresja jest przyjemna (przynajmniej krótkoterminowo). Czy jest możliwe, że zarówno road rage, jak i hejt internetowy mają swoje wspólne, ewolucyjne źródła?
Zastanówmy się, dlaczego gdy spotykamy się twarzą w twarz, jesteśmy dla siebie o wiele milsi, niż gdy siedzimy w samochodzie lub przed monitorem komputera? Przecież na ulicy potrafimy obdarowywać uśmiechami całkiem obcych ludzi, którzy pytają nas o drogę (i spowalniają nas, gdy pędzimy na umówione spotkanie). Co więcej, często zależy nam, by takim obcym pomóc.
TWARZĄ W TWARZ
Kluczowa jest tutaj twarz. Człowiek to gatunek społeczny i współpracujący, z perspektywy ewolucyjnej ważne jest więc, byśmy – przynajmniej w większości sytuacji – pomagali sobie i się wspierali. Ponieważ ewolucja naszych mózgów odbywała się w czasach, gdy żyliśmy w niewielkich, ściśle powiązanych grupach, to właśnie interakcje twarzą w twarz są ewolucyjnie sytuacją domyślną. Podczas takiej interakcji wszystko działa jak należy – gdy rozmawiamy, otrzymujemy błyskawiczną reakcję od rozmówcy za pośrednictwem mimiki lub werbalnej odpowiedzi. Kiedy na przykład powiemy komuś coś przykrego, od razu widzimy, że jest mu przykro, co stymuluje obszary naszego mózgu odpowiedzialne za empatię. Z kolei, gdy powiemy coś, co inną osobę zdenerwuje, możemy wręcz narazić się na niebezpieczeństwo. Nasze mózgi zostały więc zoptymalizowane do rozmów twarzą w twarz.
Te przystosowania ewolucyjne do naturalnej, bezpośredniej interakcji i silnego reagowania na wyrażającą emocje twarz rozmówcy idą w diabły, gdy siedzimy przed komputerem i widzimy post zawierający błąd lub post dotyczący innego stanowiska politycznego niż nasze stanowisko polityczne. W takiej sytuacji damy upust emocjom w nienawistnym komentarzu, nie przejmując się drugą osobą. Analogicznie, gdy siedzimy za kierownicą i jesteśmy odizolowani od bezpośredniej interakcji metalową puszką w postaci karoserii samochodu, bez skrupułów pokażemy innemu kierowcy, jakim to jest „idiotą”. Innymi słowy, zarówno nasze reakcje empatyczne, jak i te związane z unikaniem potencjalnie niebezpiecznej złości rozmówców nie są w tych nowoczesnych sytuacjach uruchamiane. Ewolucyjne hamulce nie działają, a my możemy kogoś zwyzywać bez żadnych konsekwencji i nic sobie z tego nie robić.
Często wspominana w analizach hejtu anonimowość również jest związana z ewolucyjnymi przystosowaniami. Jak wspomnieliśmy, istotną częścią historii ewolucji naszego gatunku było życie w kilkudziesięcioosobowych grupach. Każdy osobnik w grupie znał nasze interakcje z innymi towarzyszami. Jeżeli ktoś nie wykazywał się empatią lub zachowywał się przesadnie agresywnie, był po prostu kiepskim członkiem grupy. Takie zachowania pogarszały reputację i w żadnym wypadku nie były anonimowe. Dbanie o własną reputację stanowiło więc istotny czynnik w dawnych kontaktach społecznych. I oczywiście nadal stanowi. Jednak w sytuacji współczesnego hejtu internetowego, czy też road rage, anonimowość doprowadziła do tego, że przystosowanie ewolucyjne nakazujące nam ostrożność w interakcjach straciło na znaczeniu. Owszem, inteligentni i wrażliwi ludzie z dezaprobatą przeczytają komentarz hejtera, co ostatecznie pogorszy jego reputację, ale hejter nie poczuje się oceniany przez członków najbliższego otoczenia, bo siedzi przed ekranem i krytykuje osoby, których prawdopodobnie nigdy nie spotka.
Wreszcie, agresja i hejt, dzięki temu, że są pozbawione empatycznych hamulców oraz dają wrażenie anonimowości, mogą stać się narzędziem do realizacji ważnej potrzeby psychologicznej, jaką jest poczucie własnej wartości. Z perspektywy ewolucyjnej, poczucie własnej wartości to coś w rodzaju monitoringu swojego statusu społecznego. Wysoki status ma oczywiste korzyści związane z przetrwaniem (oraz przetrwaniem genów), warto więc do niego dążyć. W rezultacie niskie poczucie własnej wartości oznacza, że należy coś zmienić i doprowadzi do chęci poprawienia swojej samooceny. Hejt to niestety jedna z dróg do takiej poprawy. Gdy krytykujemy, stawiamy się w pozycji lepszych – tych mądrzejszych, inteligentniejszych i obdarzonych większą wiedzą, którzy ukazują błędy i głupie zachowania innych. Czujemy się wtedy lepiej – czujemy, że zaspokajamy swoją potrzebę pięcia się w górę drabiny społecznej. Bez wspomnianych hamulców ewolucyjnych, potrzeba wysokiej samooceny staje się okrutną bronią, wymierzoną we wszystkich, którzy popełniają choćby najdrobniejsze błędy.
Można więc pomyśleć, że człowiek nie jest wyjątkowym gatunkiem pełnym dobra i empatii. Wystarczy zdjąć hamulce za pomocą bariery oddzielającej nas od rozmówcy, byśmy stali się okrutni. „Natura ludzka” nie jest czymś obiektywnym – to raczej system przystosowań ewolucyjnych, które zależą od środowiska. W odpowiednich warunkach – bezpośrednich interakcjach społecznych – ludzie wydają się w większości dobrzy, mili i pomocni. Ale w innych warunkach, gdy ewolucyjne hamulce nie działają, ludzie to okrutne potwory. Wszystko zależy od środowisko. Brzmi to kiepsko.
Ale może jest nadzieja? Obecne cyfrowe środowisko ujawnia nasze złe cechy. Istnieje jednak szansa, że zmianę przyniesie kolejny przełom technologiczny, który ponownie uruchomi nasze ewolucyjne hamulce. Albo będzie stymulował empatyczne zachowania w inny sposób. Kto wie? Póki co możemy starać się myśleć o hejcie, agresji i nienawiści oraz o ich przyczynach. Warto obserwować swoje reakcje i zastanawiać się nad ich zasadnością. Czy taki intelektualny meta hamulec cokolwiek zmieni? Możliwe, szczególnie, jeśli nacisk na te zjawiska byłby zwiększany już na poziomie edukacji szkolnej. Chyba warto spróbować.
– Michał Remiszewski
O AUTORZE
Michał Remiszewski jest doktorantem neuronauki poznawczej w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie bada ewolucyjną funkcję świadomości oraz neuronalne korelaty świadomych doświadczeń. Jego zainteresowania naukowe idealnie przekładają się na twórczość literacką. Oprócz tekstów naukowych i popularnonaukowych, ma na koncie publikacje opowiadań w „Smokopolitanie”, „Fantastyce – Wydaniu Specjalnym” oraz „Silmarisie”. Pasjonat kompozycji muzycznej, literatury fantastycznonaukowej i historycznej, astronomii oraz gier planszowych.
A tak w ogóle…
Wiecie gdzie nie ma hejtu? W „Wielorakiej emergencji”. Tam ateista i chrześcijanka stoją na całkowicie sprzecznych stanowiskach i mimo to są w stanie ze sobą rozmawiać bez obrażania się i prób „wygrania” rozmowy oraz uratowania ego za wszelką cenę. Sztuką w konfliktach jest próba zrozumienia drugiej strony i spojrzenia na problem z jej perspektywy. Wtedy często okazuje się, że konflikt wynika z przyjmowania innych założeń, które samo w sobie są nieweryfikowalne. W takiej sytuacji o wiele łatwiej zaakceptować, że ktoś ma inne zdanie niż my bez skakania sobie do gardeł.



