fbpx

Jak wpływ ma na nas sztuka? Czy przez wirtualny dostęp do sztuki zmienia się jej wpływ na człowieka? Czy sztuka jest nam nadal potrzebna w bezpośrednim kontakcie? O problemie sztuki przeżywanej wirtualnie opowie dzisiaj Magdalena Leszner-Skrzecz, absolwentka historii sztuki i projektowania mody na ASP, którą zaprosiłyśmy do współpracy na łamach portalu Moc Media. Oddajmy Jej głos:

Kiedyś ktoś powiedział, że ruchome obrazki całkowicie zastąpiły prawdę. Widzimy, jak świat przeistoczył się w wirtualną rzeczywistość, myśląc, że tak będzie dla nas dobrze. Już jakiś czas temu zastanawiałam się, jak daleko pójdzie jeszcze to internetowe szaleństwo? Czy realność będzie nudną, ­­­skostniałą formą niewartą uwagi? Czy trzeba ją będzie zastąpić przez komputerowe piksele?

Nowoczesne technologie. Cyfrowy świat. Mobilne aplikacje. Wiek XXI otworzył przed nami dotąd nieznane drogi innowacyjne. Dziś, wręcz atakowani tym gigantycznym postępem wtapiamy się w niego, zatracając poczucie rzeczywistości. Ostatnio w wielu magazynach czytam o potrzebie rozwoju informatycznego, w innych miejscach oglądam już ten świat, a nawet uczestniczę w niektórych wirtualnych spotkaniach.

Sztuka w nowych realiach

Teraz sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Pandemia covid-19 zamknęła nas tak naprawdę w domach. Już od prawie 9 miesięcy jesteśmy zmuszeni do korzystania z komputerów i pozbawieni kontaktu z prawdziwa kulturą. Dzieci uczą się zdalnie, dorośli pracują w swoich domach, a sztuka istnieje w wirtualnej rzeczywistości. Trudno wyobrazić sobie choć jeden dzień bez kliknięcia w jakąś telefoniczną aplikację. Większość zaczyna od przejrzenia Facebooka czy Instagrama. Już nawet poczty mailowe powoli odchodzą w przeszłość, gdyż zastępują je ­­­­messengery czy snapchaty.

Wszystko jest w Internecie? Wszystko jest cyfrową technologią?

Jako historyk sztuki, który żyje sztuką już ponad 20 lat z przerażeniem patrzę na współczesny świat. Nauka, wiedza, literatura, moda i sztuka stają się źródłem technologicznych działań. Mają one  przybliżyć nam te gałęzie życia. Powinny pomóc w ich poznaniu. Ale czy tak się dzieje? Czy oglądając muzea na ekranach tabletów przybliżamy się do istoty dzieła?

Jakiś czas temu w Europie były promowane wirtualne wystawy Van Gogha czy też Klimta. Organizatorzy wydarzenia reklamowali je jako zaprzeczenie nudnego i skostniałego świata muzeów i możliwości „do odkrywania twórczości malarza z nieznanej dotąd perspektywy”. No cóż… kiedy obcujemy z tym artystą? W którym momencie mamy możliwość odkrywania dzieł? Wszystko mamy przełożone na ekran. Czy naprawdę musimy wrzucać sztukę w monitory, obrabiać zdjęcia w photoshopie, widzieć się przez skype, rozmawiać przez facebook i kupować przez smartfony? Czy młodzież, dzieci, a nawet my sami jesteśmy już tak  scyfrowani, że świat realny jest zbyt nudny, blady, mały, byśmy nie mogli się nim cieszyć? Gdzie nasza rzeczywistość?

Pójście na łatwiznę

Powoli wszyscy próbują przetworzyć sztukę, naukę, technikę, literaturę, modę itd. w sposób najbardziej uproszczony, elektroniczny. Chyba najbardziej zaskoczył (lub zirytował) mnie fakt, gdy zwiedzając, nie tak dawno, Muzeum D’Orsay w Paryżu, turyści zamiast oglądać obrazy wiszące przed nimi, patrzyli w ekran swojego telefonu.  Powiększali w nich dzieła artystów i szukali pojedynczych pikseli. Co poniektórzy nawet przez trzy sekundy nie podziwiali oryginału.

ROZGOŚĆ SIĘ - SĄ TU TEŻ INNE ARTYKUŁY:  Nic nie umiera

Czy to normalne? Wydaje się, że nie.

Sztuka wymaga skupienia, jeśli chce się ją poznać. Wymaga spojrzenia na oryginał, jeśli  chcemy poznać prawdziwe wymiary, a nie tylko wyobrażenie. Wasyl Kandyński powiedział, że „…Sztuka w ogóle nie jest bezcelowym stwarzaniem rzeczy w pustce, lecz siłą celową, która powinna służyć rozwojowi i wyrafinowaniu duszy człowieka…”.

Na własne oczy

Do dziś pamiętam, jakim zdziwieniem dla mnie było ujrzenie egipskiego skryby w zbiorach Luwru, którego omawialiśmy na zajęciach z historii sztuki starożytnej.  Jego rozmiar ukazany na rzutniku, a rzeczywistość to dwa, odmienne bieguny. Trzeba spojrzeć na rzeźbę, obraz, by ocenić prawdziwe kolory (niezakłamane przez monitory), fakturę, strukturę, nawet zapach. Wizyta w muzeum, zamku, galerii to wyróżnienie, by stać się tym, który widzi, a nie patrzy.

Nie mam nic przeciwko temu, by takie wystawy, jak Van Gogh Alive powstawały, ale zniechęcenie przy tym ludzi do odwiedzania prawdziwych ośrodków kultury jest mało profesjonalne. Czy wręcz schizofreniczna wizja prac, jaką mamy tu podaną, zachęci odwiedzających do wizyty w prawdziwym muzeum? Nie jestem przekonana.

Sztuka bez kontemplacji

Doceniam fakt, że dzięki komputerom mogę w tym trudnym czasie pandemii, przenieść się do jaskiń w Lascaux czy Muzeum w Nowym Jorku. Sama zachęcam do tego swoje dzieci. Tylko czy nie powinno to być opatrzone odpowiednym komentarzem, informacją?  Czy aby na pewno skorzystamy z możliwości obejrzenia prac na żywo? Czy poświęcimy czas, by poczytać o konkretnym twórcy i dowiedzieć się czegoś więcej?

Technologiczne eldorado

Podobnie wygląda to w innych dziedzinach. Tradycyjne książki zastępowane są e-bookami, które nie mają nic wspólnego z prawdziwym czytelnictwem. Czy laptop da nam poczucie wchodzenia w bieg powieści, poznawania bohaterów? Czy zapach druku i papieru przełoży się na zimną, metaliczną czy plastikową obudowę?

Ta bezosobowa technologia wchodzi również w świat fashion. I to zarówno już od strony projektanta, jak i samego klienta. Podczas, gdy prawdziwe rzemiosło odchodzi do lamusa, cyfrowy świat wkracza z impetem do pracowni, na pokazy, do sklepów. Konstruktorzy odzieży korzystają z coraz to doskonalszych programów komputerowych, co ma ułatwić im pracę, przyśpieszyć proces tworzenia.

Niewielu jest mistrzów, którzy szablony dla szwalni wykonują metodą ołówka, linijki i nożyczek. Gonitwa czasu wymusza na markach odzieżowych szybkość i oszczędność pieniędzy, co za tym idzie, tradycję pozostawia w szatni. Wystawcy targów tekstylnych prześcigają się w wymyślaniu „ulepszeń.” Królują maszyny do zdjęć packshotowych, niewymagających fotografa, stylistów, modelek, a także skanery 3D, które potrafią przetworzyć ciało człowieka i wymierzyć mu każdy centymetr. Na tym technologia w modzie się nie kończy.

ROZGOŚĆ SIĘ - SĄ TU TEŻ INNE ARTYKUŁY:  Jak wygląda ścieżka sprzedaży książki?

W ostatnich latach projektanci ofiarowują nam ubrania zmieniające kolor pod wpływem wody, świecące barwnymi i migocącymi ledami, a nawet wydrukowane tkaniny oraz akcesoria z drukarki 3D – oczywiście plastikowe. Trudno powiedzieć, na ile taka moda się przyjmie i czy w ogóle zyska nabywców. Niewątpliwie jednak innowacyjność w tej branży, stała się już całkiem dobrze prosperującym działem. Ulepszanie materiałów, by były odporniejsze, mocniejsze, oddychające, niegniotące itd. spotykamy na każdym kroku.

Popularny, zwłaszcza wśród młodych marek i ich odbiorców,  druk 3D, jest dziś wykorzystywany na bardzo szeroką skalę. Nieliczni stosują tylko sitodruk czy metodę tye-die (to technika barwienia polegająca na składaniu materiału w pewien sposób, aby po koloryzowaniu uzyskać pożądany wzór zacieków czy plam), a przecież to mógłby być wspaniały sposób na wyróżnianie się wśród konkurencji.

Podążanie za trendami

Wydaje się nam, że skoro taki jest trend, to trzeba mu się poddać. Obrazy zastępuje monitor, ludzi  – maszyny, sklepy – wirtualność. Będąc na pokazach mody oczekujemy już nie tylko prezentacji kolekcji, ale widowiska multimedialnego, w którym ekrany umieszczone wokół, nad i pod nami, przeniosą nas w świat nierealny. To, co tak naprawdę miało być esencją stało się już dodatkiem.

Możemy tłumaczyć to postępem, modernistycznym designer czy podążaniem za nowoczesnością. Jednak gdzieś w głębi czujemy przecież, że nie wszystko można przenieść na cyfrowy obraz. Wirtualne galerie, butiki, zakupy przez aplikacje internetowe. To wszystko oddala nas coraz bardziej od produktu, twórcy, ludzi. Dziś idąc do sklepu, możemy korzystać z lustra cyfrowego, który pokazuje naszą sylwetkę z każdej strony. Co więcej, za chwilę zdjęcie wrzucamy na portale społecznościowe, by wszyscy mogli je oceniać, komentować i reklamować.

Dzisiejsze czasy wymagają zarówno od projektanta, jak i samego kupującego, zaprzyjaźnienia się ze światem social mediów. To tam jest wszystko umieszczane. Tam życie toczy swój własny bieg. Jeżeli chcemy być na bieżąco, powinniśmy kierować swój wzrok w Internet. Jeśli mamy o czymś powiadomić, Facebook czy Instagram staną się naszą platformą reklamową.

Budzące się refleksje

To wspaniałe, że nie wychodząc z domu mamy możliwość oglądania stroju, który właśnie opuścił pracownię lub uczestniczyć w szkoleniach prowadzonych z drugiego krańca świata poprzez Youtube. Jest to fakt. Jednak również, z drugiej strony, zdarzenie bardzo niepokojące.

Zagrożony rynek prasy drukarskiej, próbuje przetrwać i wygrać z wirtualną innowacyjnością. Stacjonarne butiki stają się swoistymi kameralnymi miejscami. Zaś alerie handlowe zwiększają oferty, rabaty, tworzą nowe przestrzenie kulinarne, po to, by zachęcić kupujących do wizyty, by zatrzymać ich w rzeczywistości.

Ludzie powinni korzystać z możliwości, jakie daje im obcowanie ze sztuką. Artyści tworzą dla odbiorców. Malują obrazy farbami, rzeźbią w marmurze, rysują piórem. Projektanci tworzą dla ludzi. Ich ubiór ma być odzwierciedleniem nie tylko trendów, ale i estetyki samego twórcy. Oni chcą, by ktoś je zobaczył i w jakiś sposób odniósł się do nich. Czy będziemy się tylko ograniczać do reprodukcji, tapet w laptopach i zdjęć w social mediach?

ROZGOŚĆ SIĘ - SĄ TU TEŻ INNE ARTYKUŁY:  Jak stać się popularnym pisarzem?

Chęć poznania…?

Przerażający jest fakt, że większość dzieci i młodych ludzi, tak bardzo jest uzależniona od modernistycznych sprzętów, iż prawdziwy świat jest po prostu dla nich nieinteresujący. Mówienie im, że są świetni oraz nowocześni, bo korzystają z urządzeń XXI wieku, jest  krzywdą dla nich samych i dla nas.

Co będzie za kilkanaście lat? Możemy się kiedyś obudzić i stwierdzić, że filmy science-fiction są już realnością. Przestaną istnieć muzea, bo będą passe. Przestaną istnieć sztuki plastyczne, bo pojawi się sztuka cyfrowa. Pokazy mody będą tylko cybernetycznym tworem grafików, a same ubrania plastikiem z drukarki wielkości obecnych telefonów.

Od nas samych zależy, jak będziemy postrzegać świat i jakim go przekażemy następnym pokoleniom. Może dlatego tak głośno teraz o etyce w pracy, ekologii w życiu. Hasła slow i eko zyskują coraz więcej zwolenników, gdyż, na całe szczęście, nie wszyscy chcą zatracić się w innowacyjności.

Lepiej przecież zachęcać do poznawania sztuki prawdziwej, a nie podawać wszystko przetworzone przez cyfrowe piksele.

O autorce:

Magdalena Leszner-Skrzecz

Pomysłodawczyni FRANCE & STYLE. Absolwentka historii sztuki i projektowania mody na ASP. Miłość do Francji przekazywana od dzieciństwa przez babcię – rodowitą paryżankę, stworzyło jej drugi dom w ojczyźnie Edith Piaf i Coco Chanel. Dzieli swoje życie pomiędzy Polską a Francją. Od kilkunastu lat zajmuje się sztuką w różnych jej aspektach. Dziś zajmuje się zarówno malarstwem, fotografią jak i kreacja literacką. Współpracowała z magazynami i portalami branżowymi m.in. Moda w Polsce, Law Business Quality, Imperium Kobiet, Kobbieciarnia.pl.

PS. Odpowiedź do artykułu od Sylwii Chrabałowskiej z wydawnictwa Moc Media:

Z artykułem nie do końca mogę się osobiście zgodzić, bowiem postępu technologicznego nie zatrzymamy, a kultura jest właściwa tylko ludziom, więc będzie tworzyć sztukę, choć w nowych formach.

Z kolei ze stwierdzeniem “Tradycyjne książki zastępowane są e-bookami, które nie mają nic wspólnego z prawdziwym czytelnictwem” już zupełnie trudno mi się zgodzić, bo e-booki mają całkowicie bezpośredni związek z prawdziwym czytelnictwem. 🙂

Tak, świat pędzi, zmienia się i odbiór sztuki, i sami ludzie. Nie zatrzymamy tego i chyba nie ma sensu poddawać tego wartościowaniu…”

Monika Szymor

Monika Szymor

Projektantka mody w rytmie slow. Od dziecka zakochana w książkach. Dopiero po dorosłej stronie lustra odkryła, że tamte notesy były prawdziwymi nowelami. Rozwija zatem swój warsztat pisarski, by wkrótce ujawnić światu swoją pierwszą książkę.