Jak zostać pisarką?
Każdy ma gdzieś swój początek. Pisanie musi się przecież jakoś rozpocząć. Czasem to marzenie, które spędza sen z powiek od najmłodszych lat. Innym razem wydaje się niemożliwą historią, która nie ma prawa się wydarzyć. A jednak za pomocą przypadku…
Co łączy gruszki, pietruszki i śliwki? O tym w swoim felietonie opowiada Dagmara Warszewska-Kołacz, autorka powieści „Piekielna osiemnastka”, która ukazała się nakładem naszej oficyny. Oto wspaniały przykład, jak z niczego powstaje COŚ!
autorka: Dagmara Warszewska-Kołacz
Moja droga wiodła od pytania na tarasie
Od dwóch miesięcy żar lał się z nieba. W sierpniowy poranek 2021 roku leżałam z Martą na tarasie i opalałyśmy nogi. Tylko nogi. Czasy na beztroskie wystawianie twarzy w kierunku słońca miałyśmy już za sobą. Jako świadome kobiety przed czterdziestką uznałyśmy, że są rzeczy, z których trzeba zrezygnować, nawet jeśli bardzo się je lubi. Wizja zmarszczek i utrata jędrności skóry, okazała się wystarczająco przekonująca. Leżałyśmy w ciszy, kiedy nagle Marta uniosła się na łokciach i spojrzała na mnie.
– Słuchaj, gdybyś bez ograniczeń mogła wybrać kim chciałabyś być, to co to by było? – Zapytała przyjaciółka.
Zaskoczyło mnie jej pytanie. Założyłam przeciwsłoneczne okulary, żeby, chociaż trochę się za nimi schować.– Pisarką – odpowiedziałam dosyć nieśmiało.
Marta spojrzała na mnie z lekkim zaskoczeniem. Nie kontynuowała podjętego tematu. Rozmowa potoczyła się dalej, ale w innym kierunku. Dla niej to pytanie było jednym z wielu jakie zadawała.
Dla mnie okazało się początkiem wszystkiego.
Po raz pierwszy powiedziałam to na głos. I od tej pory ta myśl nie opuściła mojej głowy.
Zaczęło się niewinnie
Na początku zaczęłam przeglądać Internet. Szukałam informacji na temat pisania. Czytałam artykuły, przeglądałam kursy i oglądałam webinary. Chciałam wiedzieć jak tworzy się książkę. W międzyczasie pojawił się pomysł. Od zawsze interesowali mnie rdzenni Amerykanie. Przez lata żartowałam, że jeśli reinkarnacja istnieje, to musiałam być jedną z nich. I tak powstała moja pierwsza książka.
Nikomu nie powiedziałam, że piszę
To była moja tajemnica. Dni mijały a ja coraz częściej siadałam do laptopa. Pisałam rano, wieczorem i między obowiązkami. W końcu mąż się zapytał:
– Co ty tyle stukasz w ten laptop?
Dopiero wtedy przyznałam się, że piszę książkę. Było to o tyle zabawne, że prawie całą miałam już wtedy gotową.
Nie wiedziałam jeszcze, czy potrafię pisać. Chciałam sprawdzić, czy potrafię doprowadzić powieść do końca. Gdy postawiłam ostatnią kropkę poczułam ogromną satysfakcję. Udało się. Tyle, że razem ze szczęściem pojawił się kolejny pomysł. Nie zdążyłam nacieszyć się pierwszą książką. Wszystkie myśli zajmował mi zamysł na kolejną fabułę. Podczas rodzinnego urlopu tylko część mnie była na wakacjach. Można powiedzieć, że bardziej spędziłam je z wymyślanym światem. Rozmawiałam z bohaterami i układałam kolejne rozdziały.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam…
że tak wygląda pisarska obsesja. Chociaż czułam, że chyba tak nie powinno być. Druga książka skończona. Powstała szybciej. I według mojego uznania była lepsza. Tę postanowiłam wysłać. Potem przyszło oczekiwanie. Kilka odpowiedzi negatywnych, chociaż wszystkie bardzo uprzejme: dziękujemy, ale nie jesteśmy zainteresowani publikacją.
Pamiętam rozczarowanie i myśl, że nie jestem wystarczająco dobra. Tyle poświęcenia i zaangażowania, które nigdy nie wyjdzie poza ekran mojego laptopa. Kilka dni później nadeszła odpowiedź, która zmieniła wszystko.
Skakałam w pokoju jak dziecko
Nie potrafiłam opanować szczęścia. Komuś spodobało to, co napisałam i uznał, że warto pokazać to innym ludziom.
To był moment, w którym uwierzyłam, że może naprawdę potrafię pisać. Potem wszystko przyśpieszyło. Poprawki pierwszej książki. Kolejne pomysły. Następna książka.
Tym razem postanowiłam spróbować czegoś nowego. Thriller, groza. Zupełnie inny świat i zupełnie inne emocje. O tak już zacierałam ręce na samą myśl
Uwielbiam ten moment, kiedy rozrzucone elementy fabuły zaczynają do siebie pasować. Bohaterowie ożywają, a historia nabiera sensu. Wtedy buzują endorfiny.
A potem wydarzyło się coś, o czym marzyłam. Moja książka ukazała się w wersji papierowej. Pamiętam chwilę, gdy po raz pierwszy trzymałam ją w rękach. Patrzyłam na okładkę i pomyślałam o tamtej kobiecie, która kilka lat wcześniej leżała na tarasie i nieśmiało odpowiedziała na przypadkowe pytanie.
To nie była tylko książka, ale dowód na to, że warto próbować. Że upór prowadzi do celu.
I co dalej?
Nie wiem.
Być może będę pisała dwie książki jednocześnie. A może zacznę pisać coś zupełnie nowego.
Wiem jedno.
Pisanie stało się częścią mojego życia w sposób, którego nie planowałam.
Jest obsesją i schronieniem. Źródłem szczęścia i frustracji. Tajemnicą, wyzwaniem, marzeniem i pułapką jednocześnie.
Czasem mam wrażenie, że kręcę się w nim jak chomik w kołowrotku. Kończę jedną historię i natychmiast zaczynam następną.
A wszystko zaczęło się od pytania, które padło ni z gruszki, ni z pietruszki, ale sprawiło, że wpadłam w pisanie jak śliwka w kompot!

„Piekielna osiemnastka” to nie tylko historia o głosach w głowie. To opowieść o:
- inności i cenie bycia sobą w świecie, który wymaga dostosowania
- przemocy psychicznej i manipulacji, której doświadczają osoby wykluczone
- trudnościach okresu dorastania i poszukiwaniu własnej tożsamości
- walce dobra ze złem – zarówno wewnętrznej, jak i realnej
Autorka nie boi się trudnych tematów. Porusza kwestie wykluczenia religijnego, samotności i ceny życia na marginesie społeczeństwa. Jednocześnie buduje napięcie psychologiczne, które nie puszcza do ostatniej strony.
Kliknij, jeśli chcesz kupić: https://sklep.mocmedia.eu/produkt/piekielna-osiemnastka/
O autorce

Dagmara Warszewska-Kołacz – polska autorka specjalizująca się w thrillerach psychologicznych z elementami grozy. W swojej prozie łączy realizm społeczny z elementami nadprzyrodzonymi, tworząc opowieści, które zostają w pamięci na długo. „Piekielna osiemnastka” to jej debiutancka powieść poruszająca tematy wykluczenia, inności i poszukiwania własnej drogi.

Witam.
Ja jeśli chodzi o tą „pisarską obsesje” to ja mam tak samo… Skończyłam jedną książkę i już mam pomysł na następną. Każda minuta ciszy wystarczy bym zaczęła rozmawiać sama ze sobą, z czego wychodzą dialogi… Ja wiecznie mogłabym żyć w tamtym świecie. Od kiedy udało mi się „wejść w skórę” postaci o zupełnie innym charakterze niż ja, czuję ciągle potrzebę by używać i „rozmawiać” z tą postacią w innych moich książkach…
Ostatnio prowadzę np. ze sobą długie dyskusję co kieruję złoczyńców do ich czarnej drogi… Chyba wyjdzie z tej dyskusji kolejna książka…
Pozdrawiam Serdecznie
Julka 15 lat
Pani Julio, bohaterowie w głowie potrafią nieźle rozrabiać. 🙂 Powodzenia w pisaniu!
Redakcja MM